Są takie miasteczka, które nie próbują Cię do siebie przekonać. One po prostu są — spokojne, ciche, trochę nieśmiałe. A Ty po kilku godzinach orientujesz się, że już za nimi tęsknisz. Dla mnie takim miejscem stała się Altea.
Pierwszy krok na promenadzie
Pamiętam moment, kiedy wysiadłem z samochodu. Słońce było jeszcze wysoko, ale nie paliło — raczej otulało. Powietrze pachniało solą i czymś, co mogę opisać tylko jako „hiszpański spokój”. Wystarczyło kilka kroków w stronę morza, żeby poczuć, że to będzie dobre miejsce. Promenada w Altei nie krzyczy neonami. Ludzie spacerują powoli, jakby nigdzie się nie spieszyli. I nagle Ty też przestajesz.

Wspinaczka na starówkę, która wcale nie męczy
Stare miasto to białe domy, niebieskie okiennice i uliczki, które wiją się jakby bez planu. W praktyce każda prowadzi do czegoś pięknego — małej galerii, kawiarni z trzema stolikami albo punktu widokowego, z którego morze wygląda jak rozlane szkło.


Najbardziej zapadł mi w pamięć moment, kiedy dotarłem pod kościół z charakterystyczną niebieską kopułą. Usiadłem na murku, wyciągnąłem butelkę wody i po prostu patrzyłem. Na morze, na dachy, na ludzi, którzy też przyszli tu po chwilę ciszy. To był ten rodzaj widoku, który nie potrzebuje filtra.

Plaże, które uczą cierpliwości
Plaże w Altei są kamieniste. Jeśli jesteś przyzwyczajony do miękkiego piasku, pierwsze wejście do wody może być małą próbą charakteru. Ale za to woda… krystaliczna, spokojna, chłodna w idealny sposób. Siedzisz na kamieniach, słyszysz tylko fale i masz wrażenie, że świat na chwilę przestał być skomplikowany.
Wieczory, które pachną winem i rozmowami
Wieczorem Altea zmienia rytm. Na starówce pojawiają się artyści, muzycy, ludzie z kieliszkami wina w dłoniach. Nie ma tu hałaśliwych imprez — raczej spokojne rozmowy, śmiech, muzyka, która niesie się po wąskich uliczkach.
Usiadłem w jednej z małych restauracji, zamówiłem tapas i patrzyłem, jak miasteczko powoli zapala swoje światła. To był ten moment, kiedy człowiek czuje, że jest dokładnie tam, gdzie powinien.
Dlaczego Altea została mi w głowie
Bo jest prawdziwa. Nie udaje niczego. Nie próbuje być „must see”. Ona po prostu jest — piękna w swojej prostocie, spokojna, trochę nostalgiczna. I może właśnie dlatego tak łatwo się w niej zakochać.
