Odkrywając Podlasie…Szlakiem Matki Bożej, Jezusa Eucharystycznego i Tatarów

Moim pragnieniem zawsze było przejechać Szlak Tatarski (na razie samochodem, w lato rowerem). I tak tez się stało. W pewne listopadowe popołudnie zapadła decyzja – jadę. Chodź może pogoda nie nastrajała do jazdy i zwiedzania. Ale wszystko jest do pokonania.  Można? Można! Moim celem były Bohoniki i Kruszyniany, ale po drodze z Ełku obowiązkowy punkt, gdzie trzeba być, to Różanstok, Sokółka i na trasie Bohoniki – Kruszyniany, Supraśl.

Mała, położona malowniczo podlaska wieś – Różanystok, kiedyś nazywana Krzywym Stokiem. We wsi króluje świątynia, którą opiekują się Ks. Salezjanie. Budowlę można dostrzec już tuż po wyjeździe z Dąbrowy Białostockiej i nie tylko. Wieże wyłaniają się zza różnej wielkości pagórków. To jedno z najbardziej znanych Sanktuariów Maryjnych północno-wschodniej Polski. Spotkamy tam trójnawowy Kościół z bogatym rokokowym wystrojem. Robi to wrażanie. Nawy boczne zdobi spora liczba ołtarzy, ale jeden jest szczególny. To ołtarz z wizerunkiem Matki Bożej z Dzieciątkiem, uznawany za cudowny. Ilekroć tu jestem zawsze staram się wygospodarować czas na osobistą modlitwę i odnowić osobiste zawierzenie. Nie jest to oryginalny obraz, a jedynie kopia obrazu wywiezionego do Rosji w czasie I wojny światowej. O historii nie będę się rozpisywał. Warto sobie to doczytać. W to miejsce Matka Boża zawsze zaprasza.

Następnym punktem wyjazdu było Sanktuarium Eucharystyczne w Sokółce. To neoklasycystyczna budowla, z połowy XIX w. W 2008 roku miał tu miejsce Cud Eucharystyczny, rok później świątynia została podniesiona do godności Kolegiaty. Dla mnie jest to ważne miejsce. Osobiste spotkanie z Jezusem Eucharystycznym, Tym którego codziennie piastuję w dłoniach na ołtarzach, zawsze jest rachunkiem sumienia: czy robię to dobrze i godnie?  Jak było z tym Cudem? O tym wydarzeniu może poczytać tu: https://deon.pl/wiara/wiara-i-spoleczenstwo/czy-w-sokolce-mial-miejsce-cud,391355.

W drodze do Białegostoku, ku mojemu zaskoczeniu (tego miejsca dziś nie planowałem) wyłonił się Supraśl…no i trzeba było nadrobić zaległości – przede mną piękne Muzeum Ikon i obiad…mniam mniam…BAR JARZĘBINKA. O Tym za chwilę…

W Muzeum Ikon raz byłem. Ale w sercu wciąż było pragnienie by tam pojechać i upajać się niesamowitym pięknem i „świętością” tego miejsca. Dziś miałem farta, wejście było za free (zaoszczędziłem 16 zł). Miejsce to zostało otwarte w 2006 r. To niezwykłe, interaktywne muzeum sztuki sakralnej prawosławia. Ciary! Piękno i zarazem prostota. W zbiorach Muzeum jest około 1.2 tys. ikon z XVIII, XIX i XX wieku, a także przedmioty sakralne i unikatowe freski wzorowane na stylu malarzy z Bałkanów. Wykonane zostały we wnętrzach supraskiego monastyru przez jednego lub kilku artystów. Klasztor i cerkiew pw. Zwiastowania NMP były zburzone 1944 r. i następnie odbudowane. Warto zauważyć, że całość wystawy jest opatrzona oprawą świetlną, obrazową i dźwiękową. Bajka! Raj dla duszy. Delikatny prawosławny śpiew wprowadza w nastrój miejsca i zarazem skłania do myślenia. Z serca polecam.

Po długim popołudniu, pełnym emocji i wrażeń, trzeba było coś zjeść….udałem się do polecanego przez bllogerów Baru Jarzębinka. Żurek, chrupiąca babka (do wyboru z gulaszem) i kartacze okraszone sosem grzybowym, to po prostu niebo dla podniebienia. I ten Marcinek (ciasto) na deser…Wszystko w przystępnych cenach, więc zaprosiłem na obiad przyjaciela. Zwróćcie uwagę na wystrój baru i na misy w łazience. Bajka!